Test Volkswagena T-Cross – „jestem więcej niż jedno”, tylko ten silnik…

Jedną z najbardziej zapadających w pamięć reklam było hasło Fiata Pandy „tylko nie mów do mnie mały”. Obecnie Volkswagen potarza ten typ sloganu reklamowego wkładając w usta modelu T-Cross słowa „jestem więcej niż…”. Stwierdzam, że w przypadku Volkswagena w sloganie tym jest więcej prawdy.

T-Cross, T-Roc, Tiguan, Tiguan Allspace i Touareg – tych pięć SUV-ów różniących się wielkością tworzy ofertę Volkswagena na europejskim rynku. Jednak T- Cross pojawił się również w sprzedaży w Chinach oraz w Ameryce Południowej. Co przemawia za planowanym światowym sukcesem?

Z pewnością jego atutem są niepowtarzalna stylistyka i funkcjonalność.

Wprawdzie niedawno miałem okazję opisywać czytelnikom ten pojazd, ale było to tylko „pobieżne dotknięcie i przejażdżka 100 km”. Teraz pokonałem modelem 1400 km w czasie normalnej tygodniowej eksploatacji.

Nadwozie – więcej niż miejski maluch

Dzięki konstrukcji wykorzystującej modułową platformę MQB, T-Cross ma zaskakująco przestronne wnętrze przy niewielkich gabarytach modelu.

Nowy T-Cross jest idealnym połączeniem nowoczesnego, atrakcyjnego designu z dynamicznym, miejskim charakterem nadającym jego nadwoziu niepowtarzalnego wyrazu. Wymiary pojazdu (dł/szer/wys – 4108/1760/1584mm) sprawiają, że jest idealny do jazdy i manewrowania w mieście, a przy tym na tyle duży aby bezstresowo jechać na autostradzie.

W przypadku design pokuszono się o pewien eksperyment: długa linia załamująca światło – tak zwana „linia ramion” sięgająca od maski silnika po tylne światła, ostre linie nadwozia i wysoki prześwit, nadają nadwoziu T-Crossa mocny charakter crossovera. „Terenowe cechy” podkreślają także zagłębienia w masce silnika, dzięki którym wygląda ona na jeszcze dłuższą i bardziej masywną. Dodatkowo nakładki na nadkolach i progach z czarnego tworzywa sztucznego i koła 205/55R17 akcentują jego niepowtarzalny wygląd. Również tył nadwozia z przyciągającymi uwagę odblaskowymi listwami i diodowymi światłami bez wątpienia zrobi wrażenie.

Słowem: to wszechstronne auto wszędzie prezentuje się doskonale: w mieście, w terenie, w codziennym życiu i niecodziennych sytuacjach.

Wnętrze – więcej niż toczydełko na zakupy

Przednią oś samochodu umieszczono jak najbliżej przodu, przez co wzrósł rozstaw osi (wynosi on 2550 mm), a to z kolei pozwoliło stworzyć większe wnętrze i większy bagażnik. Dodatkowo pojemność bagażnika można dostosowywać do chwilowych potrzeb przesuwając tylną kanapę, a ta możliwość istnieje w każdej wersji T-Crossa. Odsunięcie kanapy w tył sprawia, że siedzący na niej pasażerowie mają więcej miejsca na nogi, z kolei przesunięcie kanapy jak najdalej do przodu powoduje, że pojemność bagażnika zwiększa się z 385 do 455 litrów. Maksymalna pojemność oznacza, że T-Cross ma największy bagażnik spośród samochodów swojej klasy. Ponadto oparcie kanapy można dzielić (w stosunku 60:40) oraz złożyć. W tym drugim wypadku powstaje równa powierzchnia, a przez to jeszcze więcej miejsca (1.281 litrów) na hokejowy sprzęt, rowery albo deski surfingowe.

Atutem pojazdów typu SUV są wysoko umieszczone fotele. Siedziska przednich foteli T-Crossa znajdują się na wysokości 597 mm, a znajdujących się z tyłu – na wysokości 652 mm. Zarówno to, jak i większy prześwit auta sprawiają, że kierowca i pasażerowie mają bardzo dobrą widoczność z wnętrza pojazdu. Jednakże to nie wszystko. Wyżej umieszczone fotele tylne zapewniają także lepsze mocowanie fotelików dziecięcych. W efekcie do fotelika zamocowanego w samochodzie znacznie łatwiej posadzić i zapiąć dziecko. Chyba każdy kto kiedykolwiek zapinał dziecko w foteliku zna tę prawdę.

Jednakże jest też druga strona wysokości fotela. Jak twierdzą lekarze, najdogodniejsza pozycja zajmowania miejsca w samochodzie jest wówczas gdy po otwarciu drzwi wystarczy tylko przesunąć biodra i zająć miejsce we wnętrzu. Wszelkie zapadanie się w fotel (jak w klasycznych samochodach sportowych) czy też „wdrapywanie na fotel” (a w tym wypadku niekorzystne jest zwłaszcza wysiadanie) są problemem dla kręgosłupa. Jest to szczególnie ważne dla ludzi starszych i… dlatego T-Cross jest dla nich idealnym rozwiązaniem.

Ponieważ T-Cross jest adresowany do bardzo szerokiego grona klientów, niezmiennie ważne aby samochód robił we wnętrzu pozytywne wrażenie na wszystkich. To zaś umożliwi tylko… personalizacja. Do wyboru znajdziemy trzy zróżnicowane pakiety aplikacji dekoracyjnych, dzięki którym można wybrać aplikacje, które najbardziej odpowiadają naszemu gustowi, i nadają wnętrzu bardziej osobisty charakter dzięki odpowiednio dobranej kolorystyce środkowej części i boków siedzeń, aplikacji i osłony konsoli środkowej.

Oprócz wielu możliwości personalizacji nowy T-Cross oferuje także wysoki poziom komfortu. Linie wyposażenia T-Cross i T-Cross Life obejmują wygodne siedzenia obszyte tkaninową tapicerką, a najwyższy poziom -T-Cross Style- wyposażony jest w komfortowe przednie siedzenia sportowe.

Co ważne, już w podstawowej wersji wyposażenia użytkownik może cieszyć się zaletami praktycznej tylnej kanapy, którą można w całości przesunąć do przodu lub złożyć jej część, uzyskując płaską podłogę z miejscem dla długich i dużych przedmiotów. O odpowiednią rozrywkę w podróży dba seryjne radio Composition Colour z funkcją odtwarzania MP3. Jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo: system obserwacji otoczenia Front Assist z funkcją awaryjnego hamowania w mieście może pomóc zminimalizować skutki wypadku lub – w idealnej sytuacji – zupełnie go uniknąć. Asystent utrzymania pasa ruchu Lane Assist nie pozwoli zjechać z obranego pasa. Zintegrowany system wzywania pomocy eCall w razie wypadku automatycznie połączy się z centralą alarmową Volkswagena, aby przekazać służbom ratowniczym najważniejsze informacje.

Droższe wersje wyposażenia to Style i Life. Oto co je m.in. wyróżnia: reflektory LED, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, srebrne anodowane relingi dachowe, komfortowe siedzenia sportowe, kierownica multifunkcyjna, składany prawy przedni fotel, czy wyświetlacz wielofunkcyjny

Prezentowany na zdjęciach T-Cross posiadał dodatkowo opcjonalny pakiet R-Line, który podkreśla sportowe cechy T-Crossa (opcja R-Lina wnętrza to koszt 11600 zł). Patrząc od przodu zauważamy przede wszystkim specyficzny zderzak R-Line w kolorze nadwozia, czarne listwy na nadkolach oraz czarną osłonę chłodnicy z logo R-Line. Specjalne listwy w kolorze nadwozia na drzwiach oraz listwy ozdobne z logo R-Line na błotnikach i przednich drzwiach perfekcyjnie uzupełniają sportowy wygląd T-Crossa. Z tyłu uwagę zwraca czarny dyfuzor R-Line i dolna część zderzaka w kolorze nadwozia.

We wnętrzu T-Crossa wyposażenie w stylistyce „R” obejmuje: listwy progowe w przednich drzwiach z logo R-Line, seryjne aplikacje dekoracyjne Race oraz pedały i podparcie lewej stopy ze stali nierdzewnej. Estetyczne ogólne wrażenie uzupełniają sportowe, komfortowe siedzenia obszyte tkaniną Carbonflag i mikro fibrą ArtVelours z wyszytym logo R-Line.

Silnik – więcej niż…. a jednak łyżka dziegciu.

Do tej beczki miodu w której wychwalam karoserie i wnętrze modelu T-Cross muszę niestety dodać łyżkę dziegciu, którą jest silnik. Od razu z ręką na sercu mówię, że jest to moje subiektywne odczucie, ale… jeżeli piszę swoją (a nie pod opinię producenta) opinię to muszę to powiedzieć.

Nie jestem fascynatem silników trzycylindrowych. Wprawdzie faktycznie turbodoładowanie pozwala uzyskiwać wysoki moment obrotowy na stałym poziomie, przez co jazda na trasie, a nawet w górach jest przyjemnością (dynamiczna jazda na trasie zaowocowała zużyciem paliwa 6,8 l/100km), ale… podczas ruszania, silnik pozostawia wiele do życzenia. Zanim włączy się turbina i silnik ma wystarczająco duży moment obrotowy, mamy drgania silnika, które nieprzyjemnie przenoszą się na pedał gazu i karoserię. Podobnie jest w przypadku załączania systemu Start&Stop. Gasnący podczas postoju silnik jest oczywiście OK, ale podczas uruchomienia znowu mamy nieprzyjemne drganie.

Zapewne jest to moje przewrażliwienie, gdyż to głównie mnie denerwowała ta reakcja, której nie odczuwam przez silnikach czterocylindrowych (taka sytuacja jest w silnikach VW – 1,5 i 1,0, Hondy – 1,5 i 1,0, a także w super jednostkach PSA 1,2 PureTech), niemniej znalazłem sposób jak ograniczyć ten problem drgającego silnika. Okazało się, że trzeba… wolniej ruszać z miejsca. Nie jestem wprawdzie osobą ruszającą z piskiem opon ale okazało się, że ideałem dla tego silnika jest delikatne rozpędzanie. Tym samym przyspieszenie wynoszące wg katalogu 10,2 sek (silnik 115 KM – prędkość maks 192 km/h i przysp. 10,2) trzeba wydłużyć do ok 12-13 sekund i w takim wypadku nie ma już żadnych problemów z drganiem karoserii (zamiast tego drżą tylko ręce ze złości, że nie jadę swoim tempem).

Muszę jednak przyznać, że żona jeżdżąc tym samochodem przez dwa dni była zachwycona i nie przeszkadzało jej denerwujące mnie drganie silnika. Jak sprawdzałem podczas jej dwudniowego użytkowania w mieście, zużycie paliwa to 6,3 l/100 km.

Dla kogo?

Jak sprawdziłem w czasie testu… ja nie jestem potencjalnym nabywcą tego modelu. Podejrzewam, że taką opinię będzie miało więcej osób które lubią dynamiczny styl jazdy. Okazuje się jednak, że dla osób które potrzebują samochód do normalnej eksploatacji w mieście jest to trafny wybór. Stąd też, aby wyeliminować wszelkie niedomówienia polecam przed zakupem odbyć przynajmniej dwie jazdy testowe w różnych warunkach.

MOTOMI Magazyn Bogusław Korzeniowski

 

 

 

Tags:

Facebook

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?