Genewa 2018 Premiera Mercedesa Klasy G, czyli piękna czterdziestoletnia

Przyznam, że moje pierwsze spotkanie z Mercedesem G, na które zaproszono mnie na tor off road w Austrii, wywarło fantastyczne wrażenie. Po przylocie do Monachium wsiadłem w Mercedesa Klasy G i dostojnie pojechałem najpierw Autostradą, a potem lokalnymi drogami przez Austriacką Bawarię.

Następnie wjechałem na tor znajdujący się w dawnym kamieniołomie i… szok. Ja osoba, która nigsy nie jechała w terenie miałem przejechać „ścieżką grozy”. Śmiało jednak przejechałem cześć trasy, a siedzący obok instruktor tylko dołączał (naciskając przycisk) blokady tylnego i przedniego dyferencjału.  Kiedy jednak nachylenie wzniesienia (na którym były dodatkowo drobne kamyki) okazało się zbyt duże i moja Gelednda zamieszała kołami i postanowiłem się wycofać, instruktor powiedział „fährst du weiter nicht?” (niem .nie jedziesz dalej?), nacisnął blokadę dyferencjału między osiowego i… samochód ruszył jakbyśmy jechali przez łąkę na piknik.

W Polsce miałem okazję jeszcze dwukrotnie jeździć Mercedesem G w czasie tygodniowych testów, ale bałem się wjechać w teren i ograniczyłem się do „lansowania z Gelendą”, samochodem legendą, który na rynku jest od lat 70-tych XX wieku.

Tak więc nowy Mercedes Geländewagen był dla mnie ciekawostką, co można zmienić w tak kultowym modelu. Okazało się jednak, że można.

Stylizacja Klasy G hołduje wprawdzie tradycji (w efekcie czego znalazły się umieszczone na zewnątrz zawiasy drzwi czy wystająca ponad górną płaszczyznę błotników pokrywa silnika. Dzięki przeprowadzonym zmianom off-roadowa ikona wjeżdża w zupełnie nową epokę, zarówno pod względem techniki, jak i formy. Nowa Klasa G jest o 53 mm dłuższa i o 121 mm szersza od poprzedniczki, przez co wyróżnia się jeszcze bardziej dominującą prezencją.

Jednakże prawdziwa metamorfoza to wnętrze. Terenowy charakter i luksusowe wyposażenie sprawiają, że Klasa G od zawsze w wyjątkowo harmonijny sposób łączyła dwa odmienne światy. Do wykończenia nowej generacji modelu posłużyły wyłącznie wysokiej jakości materiały – co widać i czuć już od pierwszej chwili. Każdy detal został wykończony ręcznie, z najwyższą starannością. Po wejściu na pokład Klasy G w oczy rzucają się elementy inspirowane designem nadwozia. Choćby otwory wentylacyjne, które swoim kształtem nawiązują do okrągłych reflektorów. Albo osłony głośników przypominające klosze przednich kierunkowskazów. Wśród znaków rozpoznawczych nowej Gelendy” nie zabrakło uchwytu przed fotelem pasażera z przodu oraz zespołu przełączników blokad dyferencjałów – oprawionych chromem i umieszczonych w zasięgu wzroku. Oba te elementy starannie zoptymalizowano, zachowując jednak ich charakterystyczną formę. Przejrzysty, kompletnie przeprojektowany panel instrumentów standardowo składa się z ponadczasowych, okrągłych wskaźników analogowych. Innymi słowy, miłośnicy klasycznych, okrągłych zegarów nie będą nową Klasą G zawiedzeni. Podobnie jak w nowych Klasach E i S, na życzenie dostępny jest alternatywny panel instrumentów z dwoma dużymi ekranami: jeden prezentuje wskaźniki w polu widzenia kierowcy, a drugi umieszczono ponad konsolą centralną. Dwa 12,3-calowe wyświetlacze łączą się w panoramiczny kokpit, przykryty wspólną szklaną pokrywą. Kierowca ma do wyboru trzy różne wersje interfejsu: klasyczną, sportową oraz progresywną, a odpowiednie informacje i widoki może konfigurować zgodnie ze swoimi preferencjami.

Podobno też głównym celem przy opracowywaniu najnowszej generacji „Gelendy” było zdefiniowanie nowej jakości prowadzenia na drogach każdego rodzaju. Podobno w terenie nowa Klasa G spisuje się jeszcze lepiej od poprzedniczki, a na asfalcie jest od niej znacznie zwinniejsza, bardziej dynamiczna i komfortowa. Pozostaje więc w 100 proc. autentyczna – dzięki drabinkowej ramie, 100-proc. blokadom dyferencjałów oraz przekładni redukcyjnej.

Jak zapewniają producenci parametry jazdy mówią same za siebie:

  • Zdolność pokonywania wzniesień: do 100%, zależnie od nawierzchni
  • Prześwit pomiędzy osiami: +6 mm, obecnie 241 mm
  • Maksymalna głębokość brodzenia: obecnie 70 cm przy przejeżdżaniu prze wodę i błoto (wzrost co najmniej o 10 cm)
  • Kąt zjazdu: 30°, kąt natarcia: 31°, plus 1°
  • Kąt rampowy: 26°, plus 1°

Zatem chyba jest SUPER. Na razie jednak możemy tylko popatrzeć.

Jak sądzisz pojechałbyś taką furę w teren???

MOTOMI Magazyn Boguslaw Korzeniowski  (Genewa)



Wpisów nie znaleziono

Tags:

Facebook

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?