Warsaw Moto Show 2016 okiem MOTOMI

Mega korek wiodący do podwarszawskiego Nadarzyna zwiastował, że będzie się działo. Moto Show przyciąga tłumy. Zagościła też reprezentacja MOTOMI. Nie będziemy się zatrzymywać przy każdym stoisku, ale pokażemy to, co zaciekawiło nas najbardziej. Trzy wielkie hale podzielono na strefy staroci, sportu i nowości. Oczywiście, nie było „wszystkich i wszystkiego”, bo to zwyczajnie niemożliwe, ale na brak atrakcji nie można było narzekać.

 

Na początek dwie smakowite premiery. Aby się nimi na poważnie zainteresować trzeba mieć gruby portfel, a w drugim przypadku, nawet bardzo gruby. Land Rover Discovery, który wygląda tak, jak powinien wyglądać nowy model nawiązujący do tradycji. No i Ferrari GTC 4 Lusso. Ciekawe czy tylną część nadwozia da się zagospodarować na bagaże? Żart… ale wygląda zjawiskowo. Wśród premier były Porsche 911 GT 3 R i Kia Rio, która ma największe szanse, spośród wymienionych, żeby ją niebawem spotkać na ulicy.

Miłośników Hyundaia i Kii nie trzeba przekonywać do koreańskiej motoryzacji. Co innego w przypadku SsangYong. Auta tej marki nie sprzedawały się chyba nigdzie zbyt dobrze, a już na pewno nie w Polsce. Model Rodius zyskał nawet miano najbrzydszego auta świata. Jak na złość nazwa może się kojarzyć z Chinami, a to jeszcze gorzej wróży. Stoisko SsangYong cieszyło się raczej małym zainteresowaniem, jednak warto było dać kolejną szansę tej szanowanej w Korei marce z 50 letnim doświadczeniem. Z niezbyt zachęcających wizualnie i kiepsko wykonanych aut pozostały tylko złe wspomnienia i koszmary senne. Projektanci tej firmy wykonali ogromny krok naprzód. Nowe modele są po prostu ładne. I co ciekawe udało się zachować specyficzny podział okien w Rodiusie i nadać tym kształtom elegancji. Stylistyka, ceny i wyposażenie zachęcają, a co z trwałością? Trzeba poczekać. Czemu tyle miejsca poświęciliśmy tej marce? Zaskoczyli na plus, zaprezentowali miłe oku pojazdy. Obecnie SsangYong oferuje nowe wersje znanych modeli Rexton, Korando, Rodius i dwie jakże zgrabne nowości Tivoli i XLV.

Znaleźliśmy też prawdziwe dzieła sztuki na kołach. I nie chodzi nam tu o jakieś fantastyczne konstrukcje, tylko o Niss… pardon, Infinity Q30 pomalowanego w… obraz. Olej na płótnie stał obok. Łukasz Stokowski, artysta malarz, jak napisano „ubrał w sztukę Q30”. Trzeba przyznać, efekt jest niesamowity. Można cieszyć się tą samą abstrakcją w garażu i w salonie. Nie pytaliśmy czy do auta dają obraz gratis.

 

Wrażeń ciąg dalszy. Pojawiły się takie ciekawostki, jak na przykład piękny bolid, którym Michael Schumacher objechał Arytona Sennę w 1994 roku. Bezlitośnie nie dał wygrać mistrzowi jego ostatniego ukończonego wyścigu, tuż przed tragiczną śmiercią Brazylijczyka. 735 KM i 475 kg wagi.

Uwagę zwróciły na siebie duże, włoskie fiaty. Jak wygląda 125p każdy wie, ale włoskie wersje 125A i 125 Specjal, to zupełnie inna liga. Inne podwozie, inne silniki i stylistyka bliższa… Ładzie. Warto porównać detale, atrapę chłodnicy, światła, deskę rozdzielczą. Podziwiać mogliśmy też jeden z niewielu Citroenów, ale za to chyba ten najważniejszy, model DS. Poświęcono sporo miejsca wypasionym mustangom. Chyba udało się zebrać wszystkie generacje, w tym najnowszą. Pojawił się nawet maluch w formie limuzyny, ta wersja wreszcie pozwala na wyprostowanie nóg i wygodne wsiadanie do tyłu.

W strefie retro nie zabrakło prawdziwej klasyki. Chodzi nam o pierwszy masowo produkowany samochód, Ford T. Z bliska zachwycaliśmy się rocznikiem 1917, w jedynym słusznym kolorze, przezwany Tin Lizzie. I nie mylić z rockowym zespołem (to się trochę inaczej pisze). Natomiast w strefie eko-electro znajdowały się samochody całkowicie na prąd, także dla juniorów (ZZ). Nie zabrakło Tesli z siedzeniami w bagażniku. To świetny sposób na izolację akustyczną od pociech. Tylko po co? W Tesli nie można posłuchać silnika i cieszyć się prowadzeniem. Elektryczny napęd, a do tego jeszcze systemy przemieniające ten model w auto… autonomiczne.

I na koniec… co może być lepsze, mocniejsze, większe i trudniejsze do zatrzymania od Mercedesowskiej G klasse? Jeszcze większy Gelandewagen! Podziwialiśmy model z dodatkową trzecią osią, potężnymi kołami, skrzynią ładunkową, odpowiednik mocy AMG. Teraz tylko wystarczy być szejkiem i można uprawiać przełajową turystykę z przeszkodami, ale bez stresu.

 

Wypada zaznaczyć, że Warsaw Moto Show to nie tylko ekspozycje i premiery. Odbyła się gala rozstrzygnięcia „Złotej Kierownicy” organizowana przez Auto Świat, koncert Ewy Farnej, spotkanie z Maciejem Wisławskim, Petterem Solbergiem, Krzysztofem Hołowczycem, Kajetanem Kajetanowiczem, Wojtkiem Chuchałą, Markiem Dąbrowskim, Jakubem „Colinem” Brzezińskim. Co jeszcze… Pokazy driftu, car audio, stoiska auto detalingu, oklejaczy, tuningowców, do tego tematyka zabezpieczeń, ubezpieczeń, wydawców, sprzedawców, eko freaków i moto rozrywek. Jednym słowem, „wypas”.

Tags:

Facebook

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?